Gdzie zostawić Minicata na noc?
Ponieważ Minicat mieści się do kilku toreb, wiele osób zakłada, że codziennie trzeba go składać i rozkładać. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej.
Najdłużej mój Minicat stał bez składania około dwóch i pół tygodnia. To było w małej chorwackiej zatoce pełniącej rolę lokalnego portu. Mieszkałem u jednego z miejscowych, więc uzyskanie zgody na cumowanie nie było problemem. Rano wypływałem, wieczorem wracałem dokładnie w to samo miejsce. Przez cały ten czas ani razu nie było potrzeby składania łodzi, szukania nowego miejsca ani codziennego przenoszenia sprzętu.
Osobiście nie bardzo rozumiem taki sposób wypoczynku. Jeżeli plan wakacyjny zakłada godzinę pracy przed pływaniem i godzinę pracy po pływaniu, to dla mnie przestają być wakacje. Wolę poświęcić trochę czasu na przygotowanie miejsca postoju, a później po prostu korzystać z urlopu.
Dlatego jeśli planujesz tygodniowy lub dwutygodniowy wyjazd z wypożyczonym Minicatem, najprawdopodobniej nie będziesz codziennie go składał. Chyba że jest to wyjazd objazdowy i każdego dnia zamierzasz pływać na innym akwenie.
Po całym dniu pływania pozostaje jednak pytanie
Co zrobić z łodzią na noc? Najprostsza odpowiedź brzmi: zostawić ją na wodzie albo wyciągnąć na brzeg.
I to właściwie tyle teorii. Cała reszta zależy od miejsca.
W Polsce sprawa jest zwykle prosta. Na większości jezior mamy do dyspozycji trawę, piasek albo łagodne zejście do wody. Na campingu, polu namiotowym czy przy ośrodku wypoczynkowym często najłatwiej jest po prostu wyciągnąć łódź kilka metrów od brzegu. W przypadku Minicata zajmuje to chwilę i zwykle rozwiązuje problem.
W Chorwacji sytuacja bywa bardziej skomplikowana. Jeżeli mam plażę z otoczaków, również często wybieram brzeg. Jeżeli jednak wybrzeże tworzą ostre skały, wyciąganie pływaków na ląd przestaje być dobrym pomysłem. W takich miejscach zwykle wybieram bojkę, kotwicę i pozostawienie łodzi na wodzie.
Warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Pod pływakami znajdują się miecze. Jeżeli łódź stoi na brzegu, dobrze jest upewnić się, że pływaki są odpowiednio podparte albo że nikt nie będzie próbował wskakiwać na nią dla zabawy. Zerwanie mocowania miecza nie należy do awarii, które chciałoby się naprawiać na wakacjach.
Odległość od noclegu ma znaczenie
Jeżeli śpię 20 metrów od brzegu i warunki są dobre, często wyciągam łódź na ląd. Jeżeli jednak nocleg znajduje się 300 czy 500 metrów od wody, codzienne przeciąganie łodzi zaczyna przypominać bardziej trening niż wakacje.
Miałem klienta, który miał domek oddalony od brzegu o kilkaset metrów. Problem rozwiązał po swojemu. Zbudował własne kółka z deski i kilku kół transportowych. Mocował je do ramy i codziennie przewoził Minicata pod domek. Dla niego ważniejsze było mieć łódź przy sobie niż oszczędzić trochę pracy.
To jeden z dowodów, że nie istnieje jeden uniwersalny sposób postępowania. Wiele zależy od miejsca, warunków i własnych przyzwyczajeń.
Bojka i prosiak
Jeżeli planuję zostać kilka dni w jednym miejscu, zwykle zakładam własną bojkę. Do tego używam kotwicy typu prosiak ważącej około 8–10 kilogramów i liny grubszej niż zwykły fał.
Przygotowanie stałego miejsca do cumowania wymaga trochę wysiłku, więc ma sens głównie przy dłuższych pobytach. W zamian przez kolejne dni nie muszę codziennie zastanawiać się co zrobić z łodzią po powrocie z rejsu. Wracam dokładnie w to samo miejsce i po kilku dniach staje się to zwykłą rutyną.
Jeżeli natomiast wiem, że rano ruszam dalej, sytuacja wygląda inaczej. W takim przypadku często bardziej opłaca się wieczorem wyciągnąć łódź na brzeg niż budować infrastrukturę cumowniczą na jedną noc.
Największym zagrożeniem nie jest kradzież
Dużo osób bardziej obawia się kradzieży niż pogody. Przez lata pływania po Chorwacji ani mnie nic nie zginęło, ani nie słyszałem o wielu podobnych przypadkach. W grupach użytkowników Minicat pamiętam właściwie jedną historię kradzieży takiej łodzi.
Za to pogodę traktuję bardzo poważnie. Kilka lat temu zostawiłem Minicata wyciągniętego na plażę pod samym falochronem. Plaża miała może kilkanaście metrów długości. Od strony lądu kończyła się betonowym murem. Łódź była przywiązana i wydawała się bezpieczna. Byłem tam wcześniej wielokrotnie i nigdy nie widziałem, żeby fala zbliżyła się do tego miejsca. W nocy przyszła Bora. Rano maszt i grot nadawały się do wymiany, a straty liczone były w tysiącach złotych. To była bardzo droga lekcja. Od tamtej pory prognozę sprawdzam codziennie. Nawet wtedy, gdy cały dzień był spokojny i nic nie zapowiadało problemów.
Jeżeli zapowiadany jest silny wiatr, lekkie rzeczy trafiają do domu. Silnik schodzi z łodzi. Żagle również. Jeżeli łódź zostaje na wodzie, staram się mocować ją do kilku punktów. Nie chodzi tylko o to, żeby nie odpłynęła. Znacznie ważniejsze jest to, żeby nie została zepchnięta na skały albo betonowe nabrzeże.
Co na noc zostaje na łodzi?
Przy spokojnej pogodzie odpowiedź jest prosta. Wszystko.
Kamizelki, maski, płetwy, liny, kotwice, leżaki plażowe i cały wakacyjny bałagan często zostają w trampolinie bagażowej. Używam jej równie często jako schowka na noc jak podczas samego pływania jako podręczna bakista.
Najczęściej zabieram ze sobą tylko rzeczy osobiste oraz baterię do silnika, którą trzeba naładować.
Żagle również zwykle zostają na łodzi. Ściągam je z masztu, zwijam i mocuję do ramy albo trampoliny. Dopiero kiedy prognoza zaczyna wyglądać niepokojąco, żagle i część sprzętu zabieram do domu albo wynoszę wyżej na ląd.
Nowe miejsce
Jeżeli przypływam do nowego miejsca, najpierw patrzę jak stoją miejscowe łodzie. To często najlepsza podpowiedź. Zwracam uwagę na rodzaj brzegu, osłonięcie od fal, prognozę pogody i sposób cumowania innych jednostek. Jeżeli mam wątpliwości, pytam miejscowych. Nie przypadkowych turystów, ale ludzi, którzy mieszkają tam od lat albo sami mają łódź.
Warto też upewnić się, czy bojki są publiczne czy prywatne. Czasem miejsce wygląda na ogólnodostępne, a lokalne zwyczaje mówią coś zupełnie innego. Szanowanie tych zasad zwykle działa na korzyść właściciela łodzi. Ludzie znacznie chętniej zwracają uwagę na sprzęt osoby, która zachowuje się jak gość, a nie jak zdobywca terenu.
Więc gdzie zostawić Minicata na noc?
Najczęściej tam, gdzie będzie bezpiecznie i gdzie następnego dnia nie będę musiał wykonywać godziny niepotrzebnej pracy. Może to być bojka, kawałek plaży, marina albo miejsce obok kampera.
Po kilkunastu latach pływania nadal nie mam jednej odpowiedzi na pytanie gdzie zostawić Minicata na noc. Najważniejsze nie jest to, gdzie stoi łódź. Najważniejsze jest to, żeby rano zastać ją dokładnie tam, gdzie zostawiło się ją wieczorem.
A jeśli szukasz jednej odpowiedzi, to niestety jej nie mam. Po kilkunastu latach pływania nadal brzmi ona tak samo: TO ZALEŻY.

